Informacje
Przygody małej „amperki” w wielkim świecie.
O możliwości wyjazdu do pracy w charakterze au pair dowiedziałam się od kumpeli, która była kiedyś w Stanach Zjednoczonych na takim wyjeździe. To co opowiadała, bardzo mi się podobało i sama zapragnęłam tam pojechać, Nie gdzie indziej, tylko właśnie tam, do dalekiej ameryki. Miałam dużo czasu na to, żeby się nad tym wszystkim zastanowić, ponieważ rozmawiając z kumpelą byłam jeszcze za młoda żeby pracować jako opiekunka do dziecka za granicą. Gdy powzięłam decyzje, zapisałam się na prywatne lekcje angielskiego. Po roku mówiłam płynnie i komunikatywnie. Selekcje przeszłam bez większych trudności. Dzieci lubię, a referencje dali mi znajomi, których dzieci pilnowałam od czasu do czasu w wolnych chwilach. Karana nie byłam, zdrowa jestem, męża i dzieci nie mam do tej pory, egzamin językowy poszedł mi gładko, tak więc, zakwalifikowałam się. Po jakimś czasie dostałam wiadomość z agencji zajmującej się kontaktowaniem rodzin z przyszłymi opiekunkami, że mają dla mnie propozycję. Propozycja, którą mi złożyli była nie typowa i od razu mi się spodobała. Otóż pewna rodzina z polskimi korzeniami w trzecim pokoleniu, poszukiwała opiekunki do dziecka z Polski. Chodziło im głównie o to by ich dzieci miały kontakt z żywym językiem polskim. Sami rodzice nie mówili prawie po polsku, to znaczy mówili takim łamanym polskim z angielskimi końcówkami i akcentem. Rodzice chcieli by niania z Polski czytała im na dobranoc baji Jana brzechwy i Juliana Tuwima, by śpiewała mu polskie kołysanki i kolędy, by oglądała z nim polskie bajki dla dzieci. Przyjęłam propozycję bez zastanowienia. Na miejscu okazało się, że trafiłam do bardzo miłych i ciepłych ludzi. Od początku traktowali mnie jak członka rodziny. Dzieciom powiedzieli już wcześniej, że przyjedzie do nich ich ciocia z Polski , także i one przywitały mnie radośnie i ciepło. Na miejscu miałam oczywiście zagwarantowane kursy angielskiego, które też bardzo mi się podobały. Grupa była młoda i wesoła. Ludzie z różnych krajów i kultur, no, taki tygiel międzynarodowy jak i cała Ameryka. Najbardziej zabawne były moje kontakty z dziećmi. Rodzice zażyczyli sobie bym mówił a do nich po polsku. Było przy tym dużo śmiechu i zabawy. Z początku nazywałam coś po polsku i pokazywałam palcem. Potem nauczyliśmy się wspólnie podstawowych poleceń i czynności. Potem były nazwy kolorów, zwierząt itp. Było to bardzo zabawne gdy dzieciaki z początku z trudem powtarzały polskie słowa. Nie były one dla nich tak zupełnie obce, bo przecież ich rodzice częściowo znali swój ojczysty język, jednak słuchanie go i powtarzanie w czystej formie, było dla nich prawdziwą nowością. Później zaczęliśmy oglądać polskie bajki rysunkowe: przygody Reksia, Bolka i Lolka, a ja zatrzymywałam film, a dzieci próbowały nazwać po polsku to co widzą na ekranie. Potem oglądaliśmy bajki z tekstem: Misia Uszatka, Przygody kota Filemona, rozbójnika Rumcajsa i inne. Brayan i Kety bardzo lubili słuchać jak czytam im baji o czerwonym kapturku, Jasiu i Małgosi, trzech świnkach i śpiącej królewnie. Ja nie czytałam ich dosłownie, upraszczałam teksty jak tylko się dało, żeby mogły jak najwięcej z tego zrozumieć kuchni gotowaliśmy polskie potrawy i tez utrwalaliśmy sobie ich nazwy. Rodzice zamierzają oddać dzieci do polskiej szkoły, ja nie wiem czy to na pewno dobry pomysł, przecież i tak już tu nie wrócą, ale na tę decyzje mają jeszcze trochę czasu. Ja im to odradzałam. Czułam, że mogę to zrobić, bo między nami panowały prawdziwie przyjacielskie stosunki. Spędziłam u tej rodziny cały rok. Nabrałam wielu cennych doświadczeń, zwiedziłam prawie całe Stany i cieszę się, że tak dobrze udało mi się trafić. Słyszałam od wielu osób, że bywa różnie, z niektórymi rodzinami ciężko jest wytrzymać, a dzieci dają tak popalić, że ma się dość do końca życia. W moim wypadku tak nie było. Rodzina super, a dzieci w porządku, fajni ludzie w szkole językowej, dużo nowych umiejętności językowych i nie tylko, wszystko to razem sprawiło, że swoje przygody małej „amperki” w wielkim świecie uważam za udane i wszystkim kolejnym amatorkom i amatorom tego rodzaju przygód życzę, by wyglądały, choć w części, tak jak te, które przypadły mi w udziale.
Ciekawe artykuły
Bawimy się razem – mini poradnik dla opiekunów i opiekunek au pair.
Jeśli chcesz, by dziecko, którym będziesz się opiekować polubiło cię, a rodzina, u której pracujesz nabrała o tobie dobrego zdania, przeczytaj ten poradnik a dowiesz się z niego, jak łatwo i szybko zorganizować wspólny czas z dziećmi przeznaczając go na wspólną, atrakcyjną zabawę, nie wymagającą wielu środków i zachodu.
Zabawy z masą solną. Przygotuj mąkę, wodę i sól. Pozwól maluchowi wsypać składniki i wlać wodę do dużej miski. Podwiń mu rękawy i pozwól mieszać składniki do woli. Pomóż dziecku, ponieważ wyrobienie masy solnej wymaga nieco siły. Gdy już masa będzie gotowa, pozwól dziecku przez jakiś czas bawić się nią swobodnie, nacieszyć się jej konsystencją. Niech przekłada ją z ręki do ręki, niech ugniata ją i puszcza, niech próbuje lepić z niej coś według własnego pomysłu. Następnie zaproponuj i pokaż dziecku jak wytoczyć wałeczek, zrobić placuszek, czy wykulać kulkę. Następnie weźcie foremki do piasku i pokaż dziecku jak napełniać je masą solną po brzegi. Każdą z foremek opróżniajcie delikatnie z masy, tak by została wam w ręku figurka motylka, autka, kwiatka czy pociągu. Wyjęte z foremek figurki...... Czytaj więcej >>
Reklama
najlepszy hosting , pozycjonowanie stron poznań, apartamenty poznań płyty niepalne, inteligentny dom, lampy, Najlepsze karmy dla psów w sieci, naklejki na ścianę, schody warszawa, Kawiarka, architektura wnętrz szczecin www.studioatre.pl