Informacje
Jeśli zastanawiacie się nad tym , czy jest możliwe, żeby być zagraniczną opiekunką dla dzieci i przy tym nie zwariować, to ja mówię wam wszystkim, że owszem, jest to możliwe. Moja wiedza na ten temat nie pochodzi z internetowych forum, ani książek, jest autentyczna, bo pochodzi z moich wieloletnich doświadczeń, jakie zebrałam pracując w Niemczech. Aby nie zwariować, jeszcze zanim pojedziemy, musimy się do tego odpowiednio przygotować. Po przejściu wszystkich formalności, to znaczy złożeniu odpowiednich dokumentów i odbyciu odpowiednich rozmów, trzeba spokojnie czekać na wiadomość o wyjeździe. Najważniejsze jest w tym wszystkim odpowiednie nastawienie. Nie nastawiajcie się na to, że będzie beznadziejnie, że sobie nie poradzicie i że, rodzina, do której traficie na pewno wam się nie spodoba. Nie wyobrażajcie sobie też, że będzie cudownie, że czeka was najlepszy w waszym życiu okres, bo spędzicie ten czas z niezwykłymi ludźmi i niesamowitymi dziećmi. Ludzie, do których się jeździ, naprawdę nie są niezwykli, to zwykli ludzie, którym nie chce się brudzić dosłowną opieką nad dzieckiem i stać ich na to, żeby opłacić w tym celu utrzymanie dziewczynie z biedniejszego kraju. Dzieci też są jak każde inne. Wszystkie dwu, trzy i pięciolatki lubią bałaganić, rozrabiać, głośno się śmiać, rozrzucać na podłodze swoje zabawki, chrupki, ciasteczka itp. Wszystkie też nie przepadają, za tym, że trzeba coś czasem z tej podłogi podnieść, że trzeba się czasem grubiej ubrać, wcześniej wstać, cicho się zachowywać, szybko umyć, zjeść śniadania, położyć się do łóżka i spać. Na całym świecie są podobne dzieci i rodzice, których rola polega na tym, że zajmują się nimi kiedy mają na to ochotę i nie brudzą sobie przy tym rączek. Nie trzeba się tym przejmować, tylko nabrać do tego dystansu i wynieść z tego faktu jak najwięcej korzyści dla siebie. Moja rodzina, ta u której mieszkałam, i której dziećmi opiekowałam się jako „au pair” była całkiem zwyczajna. Ludzie ci nie byli ani specjalnie ciepli i mili, ani tez zimni i odpychający. Po prostu zwyczajni ludzie, jak większość z nas, skupieni na sobie, swoich problemach i wygodzie. Pani domu pracowała w banku, właściwie co mało ją widywałam. Wychodziła rano zaraz po śniadaniu całując swoje pociechy w oba policzki. Wracała późnym popołudniem, pytała „ i co tam” i, nie specjalnie czekając na odpowiedź, szła do salonu odpocząć po dniu ciężkiej pracy. Nie mogę jednak narzekać, cokolwiek sobie zażyczyłam do zabawy z dzieckiem, zaraz to kupowała. Na moją prośbę opłacała nam pobyt w różnych ciekawych miejscach, kupowała bilety do luna parków, parków wodnych, ogrodów zoologicznych i innych fajnych miejsc. Dzieci najbardziej lubiły jak chodziłam z nimi do takiego centrum, gdzie było mnóstwo możliwości do zabaw ruchowych. Były tam różne baseny z piłkami, gąbkami, pełno zjeżdżalni, tunelików, mostków, i pochylni. Wszystko to zrobione było z miękkich gąbek pokrytych bardzo kolorowym antypoślizgowym skajem, czy czymś takim. Nie znam się na tym, ale to centrum naprawdę było super. Dzieci do woli mogły biegać, turlać się, wspinać, skakać i co tam tylko przyszło im do głowy. Uwielbialiśmy też wycieczki do parku wodnego. Ze względu na mały wiek dzieci, wizyty w parku ograniczaliśmy do brodzika i małego baseniku z kolorowymi zabawkami, ale i tak było świetnie. Cieplutka woda, z głośników grały piosenki dziecięce, a dzieciaki radośnie taplały się w wodzie. Trochę trudno było je stamtąd wyciągnąć, ale to już problem mojej pomysłowości. Obiecywałam im co dostaną na podwieczorek jak szybko wyjdą i jakoś się udawało. Chodziliśmy też do takiego mini zoo dla małych dzieci, gdzie można było zobaczyć i dotknąć małe kurczaczki, króliczki, kózki i osiołka. Przy wybiegach stały pojemniki z odpowiednia karmą. Dzieciaki uwielbiały wrzucać tam drobniaki, wyjmować karmę i podawać ja zwierzętom. W obrębie samego domu też się nie nudziliśmy. Pokój dziecinny wyposażony był jak mały sklep zabawkowy. Mnóstwo w nim było klocków, drewnianych układanek, dużych książeczek do oglądania, piłek do rzucania, przytulaków i lalek do tulenia. Pan domu też pracował i widywałam go jedynie rano i wieczorem. Ogólnie bogaci ludzie zorientowani na pracy i jej poświęcający swoje życie. Oni robili kariery, a ja zabawiałam ich pociechy. Na początku też się trochę wszystkim przejmowałam, nie bardzo wiedziałam co powiedzieć, czułam się niezręcznie, ale minęło to po jakichś dwóch tygodniach. W dodatku mogłam podszkolić się z niemieckiego. Zajęcia na kursie były fajne, a grupa bardzo sympatyczna. Zwiedziłam wiele niemieckich miast. Najbardziej podobają mi się te stare miasteczka ze starymi, zabytkowymi domami. Muszę obiektywnie stwierdzić, że nadal widać różnicę między dawnymi zachodnimi a wschodnimi Niemcami. Na terenach dawnych Niemiec wschodnich jest dużo miast, gdzie straszą betonowe pustynie najeżone betonowymi bezdusznymi blokami. Dawne Niemcy zachodnie to pełne drzew, starych domów i ładnych kamieniczek małe miasteczka z małymi rynkami, mają klimat i chce się do nich wracać.
Mówcie co chcecie, ja nie żałuję i uważam że można zostać au pair i nie zwariować od tego.
Ciekawe artykuły
Czego nauczylam sie bedac au pair
Pracowałam przez sześć miesięcy w charakterze opiekunki do dziecka za granicą. Zdobyłam dzięki temu wiele nowych doświadczeń i umiejętności. Pierwszą z nich jest zdecydowanie lepsza umiejętność posługiwania się językiem niemieckim niż miało to miejsce przed moim wyjazdem. Znałam ten język, na tyle dobrze, że uzyskałam potrzebne kwalifikacje do wyjazdu, ale to co teraz umiem, to bez porównania więcej. Oczywiście na początku było mi trudno. Szkoły niemiecki w zderzeniu z żywą mową niemieckiej rodziny był sztywny i ograniczony. Teraz mogę powiedzieć, że język ten w pewnej mierze przestał być dla mnie obcy. Na kursach podczas wyjazdu doskonaliłam gramatykę i poprawne słownictwo, ale swobodę mówienia zyskałam dzięki temu, że mieszkałam z niemiecką rodziną, odwiedzałam z nimi ludzi, którzy mówili różnymi dialektami i bawiłam się z ich dziećmi. Takiej korzyści nie da żaden, nawet najlepszy kurs językowy w kraju. Zyskałam nie tylko umiejętność, ale i odwagę posługiwania się tym językiem, nie boje się już, że coś źle powiem. Nauczyłam się i zrozumiałam, że nie tylko ja się czasem potykam mówiąc w nieswoim języku i że to nic strasznego, i tak się można porozumieć i dogadać.
Będąc zatrudnioną...... Czytaj więcej >>
Reklama
najlepszy hosting , pozycjonowanie stron poznań, apartamenty poznań dywany, naklejki ścienne, tanie meble biurowe, Drzwi , prześcieradła, filtry do wody